Przedwiośnie zaczyna się nad rzeką gwałtownie. Rzeka, jeszcze niedawno uwięziona w lodzie, teraz rwie do przodu z ogromną siłą. Woda jest ciemna, niemal granatowa, niosąc ze sobą resztki kry, które z głuchym stukotem obijają się o brzegi. To tutaj najwcześniej czuć ruch. Wilgotne powietrze pachnie błotem, rzecznym osadem i ozonem. Kilkaset metrów dalej jezioro prezentuje zupełnie inny stan. Podczas gdy rzeka już pędzi, tafla jeziora wciąż przykryta szarym, „zmęczonym” lodem, który odsuwa się od brzegów, tworząc pasy czystej wody zwane oparzeliskami.
Panuje tu melancholijna cisza, przerywana jedynie trzaskiem pękającej kry i krzykiem powracających żurawi. Ich powrót na podmokłe tereny wokół jezior sejneńskich to pierwszy sygnał budzącej się natury. Na otwartej przestrzeni pól trwa walka słońca z wiatrem. To krajobraz „łaciaty” - brązowe skiby świeżej ziemi mieszają się z płatami brudnego, ziarnistego śniegu. Pole to scena nadziei, gdzie każdy podmuch wiatru niesie zapach budzącej się gleby. W głębi lasu, pod osłoną świerków i gęstych sosen, wciąż zalega zlodowaciały, „stary” śnieg, pokryty igliwiem. Tu panuje cisza, a chłód jest przenikliwy i wilgotny.
Przedwiośnie dociera tu na samym końcu, las w marcu nie budzi się krzykiem, lecz cierpliwym czekaniem na moment, aż ziemia wreszcie „puści”. To wyjątkowy, zawieszony w czasie moment nad rzeką, jeziorem, na polu i w lesie, w którym świat przypomina czarno-białą fotografię powoli nabierając kolorów. Marzec to walka dwóch królestw, a granica między nimi przebiega właśnie przez marcowy przedwiosenny krajobraz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz